środa, 2 września 2026

Dlaczego D. Tusk za wszelką cenę chce przejąć Trybunał Konstytucyjny RP?

Ogólnie Trybunał Konstytucyjny RP (TK) jest najważniejszym konstytucyjnym organem sądowym orzekającym o zgodności z Konstytucją RP wprowadzanych (stanowionych) praw (aktów normatywnych) do polskiego porządku prawnego oraz rozstrzyga spory kompetencyjne pomiędzy centralnymi konstytucyjnymi organami państwa. Jest niejako "strażnikiem" ładu demokratycznego w Polsce.

Wedle Konstytucji RP (rozdział VIII, art. 188-197) TK orzeka w sprawach [1]: 

1. zgodności ustaw i umów międzynarodowych z Konstytucją,
2. zgodności ustaw z ratyfikowanymi umowami międzynarodowymi, których ratyfikacja wymagała uprzedniej zgody wyrażonej w ustawie,
3. zgodności przepisów prawa, wydawanych przez centralne organy państwowe, z Konstytucją, ratyfikowanymi umowami międzynarodowymi i ustawami,
4. zgodności z Konstytucją celów lub działalności partii politycznych,
5. skargi konstytucyjnej, o której mowa w art. 79 ust. 1,
6. sporów kompetencyjnych pomiędzy centralnymi konstytucyjnymi organami państwa,

a jego orzeczenia mają moc powszechnie obowiązującą, są ostateczne i podlegają niezwłocznemu ogłoszeniu w organie urzędowym, w którym akt normatywny był ogłoszony. Jeżeli akt nie był ogłoszony, orzeczenie ogłasza się w Dzienniku Urzędowym Rzeczypospolitej Polskiej "Monitor Polski".

Powyższe naszkicowanie znaczenia TK w polskim systemie prawnym jest niezbędne dla zrozumienia faktu, że jest on sądową instytucją konstytucyjnie bardzo, ale to bardzo istotną. 

Wielu rodaków niestety nie zdaje sobie z tego sprawy a powinno. Jednym z elementów odstraszających od TK jest pewnie fakt, że ogólnie niewielu z nas zna lub rozumie zawiłości prawno-ustrojowe państwa albo w ogóle nie zna prawa jako takiego. Kolejnym elementem jest też – uogólniając – prawny analfabetyzm wtórny spowodowany faktem, iż w miarę upływu czasu i niewykorzystywaniu na co dzień prawa powoli zapominamy wiadomości ze szkoły w ramach nauczania WoS (Wiedzy o społeczeństwie). A jeszcze bardziej uszczegółowiając, winą jest też radykalne w III RP obniżenie zakresu i jakości nauczania, co niestety jest pogłębiane przez obecne Ministerstwo Edukacji Narodowej (niedługo – zgodnie z lewacką ideologią – człon "narodowej" zniknie z nazwy tego ministerstwa - sic!). 

A dlaczego Premier D. Tusk chce albo siłowo przejąć TK, albo wprowadzić tzw.: "swoich sędziów" do tegoż gremium, m.in. lansując swojego przybocznego, niedawnego i skrajnie upolitycznionego ministra  Macieja Berka? 

To głosowanie nad nową kandydaturą do TK ma odbyć się już w piątek 4 września rano, choć zarówno upolitycznienie jak i nie spełnianie przez niego warunków formalnych kandydowania [2] winno go wykluczyć z całego procesu wyboru na tegoż sędziego. 

Odpowiedź na zadane w powyższym, przedostatnim akapicie pytanie oczywiście zna sam Premier, ale można chociaż trochę pospekulować na ten temat i wskazać cztery obszary implikujące D. Tuska do nielegalnego a nawet siłowego przejęcia TK:

1. Zwiększenie możliwości obalania wet Prezydenta RP K. Nawrockiego,
2. Zainicjowanie w jakikolwiek sposób procesu obalenia Prezydenta RP K. Nawrockiego,
3. Zapobieżenie przedterminowym wyborom parlamentarnym,
4. Pogłębienie ogólnego chaosu w Polsce jako wstępu do możliwości wprowadzenia jakiejś formy stanu nadzwyczajnego na terenie naszego kraju.

Odnośnie pierwszego obszaru to warto wiedzieć, że – de facto władając TK poprzez tzw. "swoich sędziów" (sens zdania wypowiedzianego przez Premiera (sic!) [3] – D. Tusk eliminuje TK z procesu stanowienia prawa w zakresie przyjmowanych ustaw. Wtedy Prezydentowi RP odcina się możliwość kierowania ustaw do sprawdzenia ich konstytucyjności przez TK i to niezależnie czy z jego podpisem (kontrola następcza ustawy) czy bez podpisu (kontrola prewencyjna ustawy). 

Będąc też pewnym rozstrzygnięć w TK na swoją korzyść Premier RP może też "na granicy prawa" występować do TK o zgodność z Konstytucją RP zawetowanych przez Prezydenta RP ustaw bowiem do TK w sprawie konstytucyjności praw mogą się zwracać (rozdział VIII, art. 191 pkt 1): Prezydent Rzeczypospolitej, Marszałek Sejmu, Marszałek Senatu, Prezes Rady Ministrów, 50 posłów, 30 senatorów, Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego, Prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego, Prokurator Generalny, Prezes Najwyższej Izby Kontroli, Rzecznik Praw Obywatelskich, Krajowa Rada Sądownictwa w zakresie, o którym mowa w art. 186 ust. 2, organy stanowiące jednostek samorządu terytorialnego, ogólnokrajowe organy związków zawodowych oraz ogólnokrajowe władze organizacji pracodawców i organizacji zawodowych, a nawet kościoły i inne związki wyznaniowe.

Hipotetycznie też rząd może w ogóle zrezygnować ze ścieżki legislacyjnej stanowionych praw (uchwalanie ustaw przez Sejm i Senat RP, podpis lub weto Prezydenta RP) i przyjmować – tam gdzie nie jest jasno napisane w Konstytucji RP o wymogu przyjmowania ustaw – po prostu uchwały oraz kierować je do TK w celu sprawdzenia ich zgodności z Konstytucją. 

Powyższe postępowania rządu (w ramach pierwszego obszaru celów D. Tuska w opanowaniu przez niego TK) tworzyłyby jeszcze większy chaos prawny w Polsce. Mielibyśmy do czynienia wręcz z anarchią prawną i kryzysem konstytucyjnym a tym samym kryzysem istoty demokracji w Polsce. 

W zakresie drugiego obszaru należy wskazać, że istnieje w Polsce prawna możliwość odsunięcia od władzy żyjącego i zdrowego Prezydenta RP, ale przede wszystkim tylko, jeżeli Trybunał Stanu (TS) orzeknie, iż Prezydent RP naruszył Konstytucję RP, przepisy ustaw lub popełnił przestępstwo. Aby jednak doszło do takiej sytuacji koniecznym jest postawienie Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w stan oskarżenia w wyniku podjęcia uchwały Zgromadzenia Narodowego większością co najmniej 2/3 głosów ustawowej liczby członków Zgromadzenia Narodowego na wniosek co najmniej 140 członków Zgromadzenia Narodowego. Do podjęcia uchwały stawiającej Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w stan oskarżenia potrzebnych jest co najmniej 374 głosów członków Zgromadzenia Narodowego. 

Natomiast TK może się w tej sprawie wypowiedzieć w przypadku, gdy mamy do czynienia z przejściową lub trwałą niemożnością sprawowania urzędu przez Prezydenta RP. 

"Co do czasowej niemożności sprawowania urzędu, Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej sam zawiadamia Marszałka Sejmu o tej okoliczności, gdzie w konsekwencji tenże przejmuje obowiązki Prezydenta. Nadal jednak urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej jest obsadzony przez dotychczasową osobę, zaś kadencja biegnie przez cały czas. To wybrana przez Naród osoba zdecyduje kiedy owa okoliczność uniemożliwiająca sprawowanie funkcji ustanie. Inaczej wygląda sytuacja, gdy Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej nie jest w stanie powiadomić Marszałka Sejmu. Wtenczas o stwierdzeniu przeszkody w sprawowaniu urzędu przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej rozstrzyga Trybunał Konstytucyjny na wniosek Marszałka Sejmu. Tylko ten organ jest uprawniony do złożenia takiego wniosku [4]".

Dla uzupełnienia wiedzy. Ogólnie złożenie urzędu Prezydenta RP może nastąpić enumeratywnie w następujących przypadkach: 1-śmierci Prezydenta Rzeczypospolitej; 2-zrzeczenia się urzędu przez Prezydenta Rzeczypospolitej; 3-stwierdzenia nieważności wyboru Prezydenta Rzeczypospolitej lub innych przyczyn nieobjęcia urzędu po wyborze – enumeratywność przesłanek doznaje w tym przypadku wyjątku; 4-uznanie przez Zgromadzenie Narodowe trwałej niezdolności Prezydenta Rzeczypospolitej do sprawowania urzędu ze względu na stan zdrowia, uchwałą podjętą większością co najmniej 2/3 głosów ustawowej liczby członków Zgromadzenia Narodowego; 5-złożenie Prezydenta Rzeczypospolitej z urzędu orzeczeniem Trybunału Stanu.

Jak widać odsunięcie żyjącego oraz zdrowego Prezydenta RP od władzy jest prawnie bardzo trudne i  skomplikowane, i nawet nie można go obalić przez ogólnokrajowe referendum. Tym niemniej obecny rząd kieruje się takim prawem, jakim go rozumie a przejęcie TK daje mu jakieś teoretyczne i iluzoryczne szanse na podjęcie próby odsunięcia Prezydenta RP K. Nawrockiego od pełnienia przez niego urzędu. Oczywiście doprowadziłoby to do ulicznych protestów, chaosu a nawet do czegoś podobnego do wojny domowej połączonej z rozlewem krwi. 

Trzeci obszar obejmuje możliwość rozpisania przez Prezydenta RP nowych wyborów parlamentarnych w przypadku nieprzyjęcia budżetu w okresie czterech miesięcy od daty złożenia projektu do Sejmu. 

W praktyce więc Prezydent RP de facto nie może rozpisać nowych wyborów nawet w sytuacji, gdy TK uzna ustawę budżetową za niekonstytucyjną. Oznacza to, że – po obligatoryjnym podpisaniu ustawy budżetowej i np. skierowaniu jej przez Prezydenta RP do TK –  ewentualne uznanie ustawy budżetowej za niekonstytucyjną (co pewnie nastąpi, chociażby ze względu na nieuwzględnienie środków budżetowych na funkcjonowanie TK) nie uprawnia Prezydenta RP do skrócenia kadencji Parlamentu. W takim przypadku cały proces legislacyjny ustawy budżetowej zaczynałby się od początku a rząd działałby na podstawie projektu ustawy budżetowej lub tzw. prowizorium budżetowego. 

Rodzi się więc pytanie: Czy okres powtórnego procesu legislacyjnego niekonstytucyjnej ustawy budżetowej wlicza się w okres 4 miesięcznego wymogu uchwalenia takiej ustawy od momentu pierwotnego złożenia tejże ustawy do Sejmu? 

Otóż i tak i nie. Mamy tutaj przykład możliwości różnego interpretowania przepisów Konstytucji RP. 

Z jednej strony bowiem prezentowany jest pogląd, że poprzedni czas legislacyjny nie jest wliczany do nowego cyklu, który rozpoczyna się od ponownego przedstawienia Sejmowi poprawionego projektu lub nowego projektu ustawy budżetowej a z drugiej strony pomysł "to wycofamy i złożymy jeszcze raz, żeby termin biegł od nowa” traktuje się jako obejście normy konstytucyjnej, bo skoro art. 225 Konstytucji RP ma wymusić zamknięcie procedury w czasie, to restartowanie w nieskończoność terminu przez zabiegi formalne byłoby sprzeczne z jego duchem i funkcją – dlatego w praktyce przyjmuje się raczej to, że istotny jest pierwszy moment przedłożenia projektu budżetu (na dany rok), a nie kolejne wersje. 

Także istnieje teoretyczna możliwość, że Prezydent RP może skrócić kadencję Parlamentu RP i rozpisać nowe wybory w przypadku przedłużającego się okresu uchwalania ustawy budżetowej. Z pewnością mając "swój" TK rząd z D. Tuskiem na czele ten hipotetyczny wariant realnie i drastycznie redukuje.

Natomiast przypadek pogłębiania ogólnego chaosu w Polsce jako wstępu do możliwości wprowadzenia jakiejś formy stanu nadzwyczajnego na terenie naszego kraju może też służyć do wstrzymania procesu wyborczego w roku 2027, czyli tak naprawdę do przedłużenia (bez wyborów) czasu trwania obecnych rządów.

Źródło: https://portalstatystyczny.pl/stany-nadzwyczajne-rodzaje-zasady-kto-i-na-jaki-czas-moze-je-wprowadzic-w-polsce/

Wedle bowiem art. 228 Konstytucji RP: "w czasie stanu nadzwyczajnego oraz w ciągu 90 dni po jego zakończeniu nie może być skrócona kadencja Sejmu, przeprowadzone referendum ogólnokrajowe, nie mogą być przeprowadzone wybory do Sejmu, Senatu, organów samorządu terytorialnego oraz wybory Prezydenta Rzeczypospolitej, a kadencje tych organów ulegają odpowiedniemu przedłużeniu. Wybory do organów samorządu terytorialnego są możliwe tylko tam, gdzie nie został wprowadzony stan nadzwyczajny"

Reasumując.

Jak widać TK naprawdę pełni rolę jednej z najważniejszych instytucji w Polsce. Powinien być skrajnie apolityczny i w orzekaniu kierować się jedynie przepisami prawa, ze szczególnym uwzględnieniem zapisów Konstytucji RP. 

Każdy sędzia takiego trybunału winien być osobą nieskazitelną i nie związaną z żadną partią czy organizacją społeczno-polityczną. Nikt tedy nie powinien – jak Premier D. Tusk – określać poszczególnych sędziów TK jako "swoich lub nie swoich", bo to jednoznacznie powinno ich dyskredytować jako sędziów tego gremium. 

Niestety jednak rzeczywistość nie jest taka różowa i dla "koalicji 13 grudnia" TK stał się 
polem politycznej walki o wpływy. 

Ewentualne polityczne przejęcie TK należy traktować jako konstytucyjny zamach stanu. I to niezależnie, której opcji politycznej by to dotyczyło. 

Przedstawiłem Państwu jakie mogą być cele przejęcia TK w Polsce. Skupiłem się na opcji obecnie rządzącej, bo to z tego kierunku zagraża nam konstytucyjny zamach stanu. 

Nie wiem czy przedstawiłem cały ten obszerny temat wystarczająco. Nie jestem prawnikiem a tym bardziej prawnikiem-konstytucjonalistą więc mogłem gdzieś "coś prawnie pomylić lub niedopowiedzieć", ale ocenę tekstu pozostawiam Państwu i liczę na merytoryczne komentarze i takową dyskusję. 

[2] https://wpolityce.pl/polityka/zwrot-w-sprawie-berka-nie-moze-byc-sedzia-tk,239743 oraz ze względu na art. 195 pkt 3 Konstytucji RP wskazujący, iż: "Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego w okresie zajmowania stanowiska nie mogą należeć do partii politycznej, związku zawodowego ani prowadzić działalności publicznej nie dającej się pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów"
[3] Pod koniec sierpnia na imprezie Campus Polska Przyszłości D. Tusk powiedział m.in.: "Nie będę pięknoduchem w tej sprawie. We wrześniu muszę mieć pewność, że nasi sędziowie wejdą do tego gmachu (TK), że to będzie wszystko zgodne z prawem". Pamiętajmy też, że gdy D. Tusk mówi coś o zgodności z prawem, to znaczy, że mówi: "zgodnie z prawem, tak jak ja je rozumiem". 

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

wtorek, 25 sierpnia 2026

Teraz "małżeństwa" jednopłciowe a potem adopcja dzieci przez te pary!

Konstytucja (od łac. constituo „urządzać, ustanawiać, regulować”) to zestaw podstawowych norm i zasad prawnych określających formę władzy publicznej w danym społeczeństwie. We współczesnych społeczeństwach najczęstszą formą konstytucji jest konstytucja spisana, która jest najważniejszym aktem prawnym w danym państwie i podstawowym źródłem prawa w danym systemie prawnym. Pełni funkcję nadrzędną wobec innych aktów prawnych i często jest nazywana ustawą zasadniczą.

Konstytucja RP jest najważniejszym aktem prawnym na terenie RP i żadne inne akty prawne (w tym zagraniczne czy unijne) nie mogą obowiązywać w Polsce, gdy są sprzeczne z jej zapisami. 

W Polsce dokonać zmian jej poszczególnych zapisów lub jej całości można tylko na drodze ustawy i na wniosek: co najmniej 1/5 ustawowej liczby posłów, Senatu lub Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Ustawa taka musi być uchwalona przez Sejm większością co najmniej 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów oraz przez Senat bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów (art. 235 Konstytucji RP).

Nasza Konstytucja wymaga całkowitej zmiany, bo jest prawnie zła i prowadzi do chaosu prawnego. Tym niemniej na razie jest obowiązująca i każdy, kto łamie jej zapisy popełnia przestępstwo i powinien być za to karnie osądzony. 

Artykuł 18 Konstytucji RP stanowi, że małżeństwo jest związkiem kobiety i mężczyzny, a rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką państwa. 

W myśl tego artykułu oficjalnie w Polsce nie można rejestrować w polskich aktach prawnych małżeństw innych niż związek mężczyzny i kobiety. Wobec tego oficjalne rejestrowanie w polskich urzędach par jednopłciowych jest złamaniem prawa a rozporządzenie rządowe (sic!) dopuszczające i nakazujące (sic!) takiej rejestracji jest również złamaniem Konstytucji RP, czyli przestępstwem. 

Wobec powyższego rozporządzenie rządowe nakazujące w urzędach stanu cywilnego w całej Polsce dokonywać urzędowej i oficjalnej transkrypcji zagranicznego aktu małżeństwa zawartego przez pary jednopłciowe należy traktować jako akt przestępczy i prawnie nieistniejący. 

Rząd w tej sytuacji jest sprawcą przestępstwa oraz jednocześnie podżega, nakłania i pochwala przestępstwo. 

Moim zdaniem działania rządu w tym zakresie są początkiem drogi do oficjalnego uznawania małżeństw jednopłciowych zawieranych już w Polsce (sic!) oraz adopcji dzieci przez takie pary. 

Trzeba się temu jednoznacznie przeciwstawić!


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com 

piątek, 21 sierpnia 2026

Kredyt SAFE. Dotrze, "zakute łby"?

Nasz Wielce Szanowny Premier Donald Tusk 23 lutego 2026 roku raczył był emocjonalnie użyć wobec przeciwników niemiecko-unijnego kredytu SAFE zwrotu: "dotarło, zakute łby?". Wypowiedział to podczas wizyty w Hucie Stalowa Wola, gdzie w kontekście swoich słów wskazał, że aż 20 miliardów złotych z tego kredytu SAFE trafi tylko do tej huty. 

Przeto niech i mi zostanie wybaczone, iż też emocjonalnie użyję tegoż samego zwrotu: "dotarło, zakute łby?" do wszystkich zwolenników zaciągnięcia przez Polskę niemiecko-unijnej pożyczki SAFE, w tym też do miłościwie nam panujących rządzących. Zapytam o to na końcu tegoż tekstu, w kontekście jego merytorycznej treści a dokonam tego z tym większą satysfakcją, że słowa rozedrganego Szanownego Premiera Donalda Tuska ubodły mnie osobiście i nigdy nie spodziewałem się po osobie pełniącej tak wysoką funkcję używania takiego knajackiego języka.

Dodatkowo inspiracją tekstu było nachalne promowanie kredytu SAFE podczas niedawnego Święta Wojska Polskiego, choć na okolicznościowej defiladzie wojskowej nie było żadnego sprzętu zakupionego z tegoż kredytu. ŻADNEJ SZTUKI, bo wszystko zostało zakupione wcześniej za nasze, polskie pieniądze i na podstawie kontraktów zawartych przez rząd PiS!

Uzupełnię też powyższe słowa zwrotem "łyso wam", które też wypowiedział Premier D. Tusk. Co prawda w innym kontekście, ale w tym miejscu będzie też dobrze pasowało. 

Więc zapamiętajcie "zakute łby", iż:

1. Niemiecko-unijne pieniądze z SAFE nie są żadnym darmowym pieniądzem a kredytem/pożyczką. Jest to długoterminowe zobowiązanie państwa wobec UE, które musimy oddać wraz z należnym oprocentowaniem. Kredyt ten zaciągnięty jest na 45 lat w wysokości ok. 43,7 mld € (ok. 170-200 mld dzisiejszych zł) i o oprocentowaniu zmiennym. Na dziś to oprocentowanie zmienne szacowane jest na 3,2%–3,7%, ale nikt nie potrafi przewidzieć o ile będzie wyższe w przyszłości,

2. Trzeba też wiedzieć, że tak naprawdę to Polska bierze sobie ten kredyt, ale to od Komisji Europejskiej (czyt. Niemiec) zależy na co ten kredyt można wydatkować (uzbrojenie z Niemiec, Francji, Niderlandów, Szwecji, Ukrainy?) i od niej zależy też decyzja czy Polska będzie spełniała jakieś tam wydumane "kamienie milowe" aby w ogóle dostać każdą kolejną transzę tego "chwilówkowego i a'la frankowego" kredytu. Sytuacja jest kuriozalna: to Polska bierze kredyt, ale jego wydatkowanie w zdecydowanej części zależeć będzie od UE a dodatkowo będziemy zmuszeni spełniać jakieś wymyślane warunki, aby otrzymać kolejne transze tego kredytu i jakąś jego część będziemy musieli "oddać" Ukrainie.  

3. Ogólnie i dodatkowo podpisaliśmy też zobowiązanie, by zamówienia publiczne zapewniały warunek, aby nie więcej niż 35% kosztów komponentów zamawianych w ramach tej pożyczki SAFE pochodziło spoza UE, EOG-EFTA lub Ukrainy. Inaczej mówiąc to na najnowocześniejsze uzbrojenie z USA czy Korei Południowej możemy (?) maksymalnie wydać tylko 35% pożyczki SAFE, 

4. Fajniutka i symptomatyczna jest też data podpisania kredytu SAFE: 8 maja, czyli w Międzynarodowy Dzień Zwycięstwa nad Niemcami podpisaliśmy kredyt od nich, który swobodnie można by uznać jako Dzień Zwycięstwa Niemiec nad Polską XXI wieku! Tym razem bez broni palnej ale przy pomocy broni ekonomicznej,

5. Warto też zwrócić uwagę na strukturę kwot kredytu zaciąganego przez poszczególne państwa UE:

 Tabela: Struktura kwot kredytu SAFE z podziałem na państwa należące do UE
Jak widać, dla elit niemiecko-unijnych to Polska jest głównym celem przyszłościowego - mówiąc brzydko - "trzymania jej za finansową mordę do końca świata i jeden dzień dłużej". Przykre, że tak duży kraj w centrum Europy pozwala na to na własne życzenie. Polska jest na czele kredytobiorców i bierze od domniemanych lichwiarzy 2,62 razy więcej pieniędzy niż druga w kolejności Rumunia i aż 43,7 razy więcej niż siedemnasta na liście Hiszpania. 

Koniecznie też należy wymienić kraje, które nie zdecydowały się na zaciągnięcie pożyczki SAFE. Są to: Austria, Niemcy, Irlandia, Luksemburg, Malta, Niderlandy (Holandia), Słowenia i Szwecja. 

W tym kontekście warto zwrócić uwagę na Niemcy, które w osobie Kanclerza Niemiec F. Merza co rusz latają z kolejną wizytą do Prezydenta D. Trumpa i zabiegają o uznanie przez USA właśnie Niemiec za najważniejszego europejskiego przedstawiciela Europy w kontaktach transatlantyckich. Obiecują w zamian zakupy najnowocześniejszego sprzętu wojskowego w USA. I tylko zawsze wypełzające na wierzch niemieckie: buta i arogancja jak na razie przekreśliły plany F. Merza w tym obszarze a nawet zdenerwowały D. Trumpa na tyle, że postanowił wycofać z Niemiec ok. 5 tys. żołnierzy amerykańskich. I co zrobił D. Tusk? Ano zamiast zachęcać D. Trumpa do przeniesienie tych 5 tys. amerykańskich żołnierzy do Polski (na wschodnią flankę NATO) oświadczył, że Polska nie ma zamiaru podbierać Niemcom owych żołnierzy. 

Ale i tak Niemcy kupują i będą kupowały uzbrojenie w USA czy Korei Południowej a nam pozostanie kupować niemieckie czy francuskie "barachło" odświeżone marketingowo. 

Polska do tej pory samodzielnie kupowała najnowocześniejszą broń z USA i Korei Południowej. Czy nie mogłoby być tak dalej? Czy jesteśmy gorsi od słabnącej gospodarki Niemiec? Czy naprawdę musimy aż brać lichwiarski kredyt na zakup mniej wartościowego sprzętu niż robiliśmy to dotychczas bez tego kredytu? 

6. Ten ogromny kredyt zaciągany jest w walucie Euro a każdy szanujący się ekonomista stwierdzi, iż  makroekonomicznie sytuację, w której państwo zadłuża się w walucie, której samo nie emituje, określa się mianem "grzechu pierworodnego". Jeśli kraj z własną walutą (np. PLN) ma problemy gospodarcze, inwestorzy uciekają od jego aktywów, co powoduje drastyczny spadek wartości lokalnego pieniądza. W efekcie wartość długu nominowanego w Euro, przeliczona na słabnącą walutę krajową, lawinowo rośnie, nawet jeśli państwo nie pożyczyło ani jednego nowego Euro. Można w ten sposób popaść w tzw. "spiralę zadłużenia". Nie wnikając w szczegóły, przekonała się o tym Polska w latach gierkowskich i po-gierkowskich a także całkiem niedawno - w skali mikro - nasi "frankowicze",

7. Podpisanie przez rząd Szanownego D. Tuska pożyczki SAFE jest działaniem bezprawnym i sprzecznym z Konstytucją RP, czyli jest przestępstwem, za które karnie będą odpowiadały osoby podpisujące ten kredyt. Sprawstwo kierownicze w postaci Premiera D. Tuska też będzie przedmiotem procesu karnego. I co jest istotne... aktu tej à la zdrady narodowej nie podpisywał sam premier ale m.in. szef MON-u W. Kosiniak - Kamysz i szef MFiG A. Domański, który - pewnie w "nagrodę za podpis"? - awansem w kwietniu 2026 roku został wiceprzewodniczącym Koalicji Obywatelskiej. No i jeszcze trzeba dołożyć też podpisy: M. Czekaja – prezesa zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego oraz prof.  M. Postuły – pierwszej wiceprezes zarządu BGK. BGK jest "dystrybutorem" pożyczki SAFE,

8. Krótkookresowym wyjściem z ewentualnej "spirali zadłużenia" (przedstawionym w pkt 6) mogłoby np. być wprowadzenie w Polsce waluty Euro, ponieważ dług zagraniczny stałby się de facto długiem w walucie krajowej, całkowicie eliminując ryzyko kursowe oraz EBC (Europejski Bank Centralny z siedzibą w Niemczech), dysponując nielimitowaną kreacją pieniądza, mógłby interweniować na rynku obligacji i sztucznie obniżać koszty obsługi długu. Takie działanie w praktyce zapobiegłoby też ewentualnemu formalnemu bankructwu państwa,

9. W nawiązaniu do poprzedniego akapitu. Może też jednym z ukrytych celów zaciągnięcia tego kredytu SAFE jest przeforsowanie w Polsce wprowadzenia waluty Euro, co w najbliższych latach byłoby zdradą i hańbą na kartach polskiej historii. Tyle tylko, że gdyby - po zaciągnięciu tej pożyczki SAFE - faktycznie doprowadzić Polskę do stanu wielkiego kryzysu gospodarczego to propagandowy nacisk na wprowadzenie europejskiej waluty byłby przeogromny. W tym kontekście warto przypomnieć, że Szanowny D. Tusk wspominał o wprowadzeniu w Polsce waluty Euro bodajże już w 2012 roku a dziś zarówno Polacy jak i prezes NBP są za utrzymaniem w Polsce złotówki. 

10. Niestety ceną za wprowadzenie Euro jest utrata kolejnej sfery suwerenności a przede  wszystkim oddanie kluczowych narzędzi polityki pieniężnej, skazując gospodarkę znajdującą się w kryzysie na długotrwałą stagnację. Pozbawiony własnej waluty kraj musiałby wychodzić z tegoż ewentualnego kryzysu poprzez niezwykle bolesne dla społeczeństwa cięcia budżetowe i spadek płac realnych, zamiast poprzez dynamiczny wzrost oparty na stymulacji eksportu.

No i jak, dotarło "zakute łby"? "Łyso Wam"?


Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com